Cirkus Klan Grus
 

Artykuly

 

Tańce z ogniem i teatr w mieście

"Festiwalowe Premiery - Gazeta Wyborcza" 27.09.2005

Twórczość Klan Grusu mieści się na pograniczu teatru i cyrku. Kilkanaście osób, które należą do grupy, oczarowuje widownię tańcem z ogniem, wyczarowanymi płonącymi obrazami. Specjalnie na Festiwal Premier Klan Grus przygotowali widowisko "Zaklinacze ognia".

Przez 30 min będzie można oglądać najbardziej spektakularne sztuczki z płonącymi linami, łańcuchami, kijami, wachlarzami, Siedem osób będzie na zmianę będzie prezentowało układ choreograficzny, z wykorzystaniem różnych przedmiotów. Nie zabraknie także sztuczek polegających na tworzeniu optycznych złudzeń z ognia, żonglerki z płonących przedmiotów, i innych atrakcji prezentowanych w rytm trudnej do zaszufladkowania muzyki, której najbliżej do etnicznych dźwięków.

Aleksandra Chwastem

Juggling Festiwal

"Aktywist" 05.2005

Środkowoeuropejskie Spotkania Teatralno – Cyrkowe to nietypowy festiwal łączący sztukę cyrkową z teatrem ruchu. Impreza stworzona została na wzór konwencji żonglerskich ( organizowanej corocznie przez Europen Juggling Association), lecz nie ogranicza się tylko do żonglowania. Ideą projektu jest stworzenie przestrzeni na spotkanie wielu odmiennych ludzi pasjonujących się różnorakimi dziedzinami sztuki ruchu. To także okazja do prześledzenia jak cyrk i teatr przenikają się wzajemnie, tworząc jedną całość. Na terenie obiektu sportowego AZS stanie prawdziwy namiot cyrkowy, w którym przez 3 dni prezentować się będą goście z Polski, Holandii, Czech, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji. Odbędzie się też parada /29 maja o godzinie 17.00/ prowadząca do centrum miasta, gdzie pokazane zostaną spektakle uliczne. Podczas trwania festiwalu odbędzie się szereg imprez towarzyszących: koncerty, występy didżejów i wystawa na temat praw zwierząt. Będzie można również spróbować swoich sił w trakcie warsztatów – tańca z ogniem./azc/

27-29 maja AZS ul.Przesmyckiego 10

Cyrkowcy z całej Europy świętują we Wrocławiu

"Gazeta Wyborcza" 28-29.05.2003

Od dziś do niedzieli, od rana do późna w nocy można bawić się w cyrk. Na ulicy Przesmyckiego 10 trwają właśnie Środkowoeuropejskie Spotkania Tatralno-Cyrkowe, czyli zlot wszelkiej maści żonglerów, akrobatów i tancerzy. Artyści pokażą m.in. akrobacje w powietrzu, na kilkunastometrowej chuście i na trapezie. Od zawodowców zawodowców z Holandii, Francji, Węgier, Hiszpanii można się nauczyć tańca z ogniem, żonglowania, caperiy czy chodzenia na szczudłach. Bilet na trzy dni warsztatów warsztatów pokazów kosztuje 80zł, zajęcia ruchowe i plastyczne dla dzieci są za darmo. W niedziele korowód cyrkowców wyruszy o godz.17 z placu Bema do Rynku.

Słoneczna parada młodzieży

"Nasza Warmia" 23-29 lipca 2003

Wdniach 18-20 lipca festiwal zdominował życie miasta, wprowadzając nowe propozycje kulturalne dla mieszkańców. — To impreza, którą zorganizowała młodzież dla młodzieży. Ja im tylko pomagałam— wyznaje Elżbieta Bilińska-Wołodźko, dyrektorka Miejsko-Gmin-nego Ośrodka Kultury.

Od Australii do Brazylii

Zanim ruszyła uliczna parada, jej uczestnicy skorzystali z trzydniowych warsztatów muzyczrio-ta-necznych. Warszawiak Luka uczył didjeridoo, czyli gry na pniu wydrążonym przez termity, instrumencie australijskich aborygenów. Kuba Pogorzelski prawie pół roku uczył się w Gwinei i Mali muzyki bębnów. Teraz sam wystąpił w roli nauczyciela. Wioleta Wojciechowska prowadziła warsztaty tańca Afro. Oboje są mieszkańcami Dobrego Miasta. Dwa lata w Indiach spędził Lakszmi z Warszawy.
- Taniec hinduski nie jest łatwy, podobnie jak capo-eira, taniec walki z Brazylii - mówi Montes z Torunia. Podczas kilku warsztatów nie sposób się ich nauczyć, ale warto je poznać - uśmiechają się oboje. Nie wszystkich interesują egzotyczne tańce i egzotyczna muzyka. Aura w piątek i w sobotę sprawiła festiwalowcom mokrego psikusa, więc pieczołowicie przygotowywany na otwarcie heppening plastyczny dla dzieci "Nie kłuj żaby, nie zalewaj robaka, nie dotleniaj raka" odbył się dopiero w niedzielę. Odbyły się też otwarte zawody wędkarskie, w których zwyciężył Wojtek Piejdak wyciągając z Łyny 3,5 kg płotek oraz wyścig rowerowy "górali". W sali MGOK otwarta była wystawa młodych fotografików.

Na muzycznej scenie

Wieczorami dobromiej-ska scena muzyczna w Parku Przyjaciół Kultury należała do grup teatralnych, kabaretowych i muzycznych. W piątek popisywały się zespoły "Arradek" z Olsztyna oraz "Golem", "Berserk", "Rają Manarah", "Cowboy's" i "Spectrum" z Dobrego Miasta. Sobota to orientalne brzmienie zespołu "Jerba Matę" i pokaz tańca hinduskiego w wykonaniu Lakszmi.

Obejrzeliśmy scenki kabaretowe Zespołu Szkół Gastronomiczno-Spożyw-czych z Olsztyna. Grał zespól "Nie wnikaj" i "D'J Wróbel". Wspaniały pokaz Teatru Ognia "Klan-grus" zmusił grupę do bisu w niedzielę, gdzie w pożegnalnym koncercie grały też "Djembe Jęta" i "Paraliż Band", wystąpiła grupa taneczna Anety Cytowicz i Parada Uliczna "Przestrzeń" z Wrocławia.

Wielka parada

Na to wydarzenie czekali wszyscy uczestnicy festiwalu i mieszkańcy miasta. To miało być ukoronowanie wysiłku i pracy na warsztatach, eksplozja młodości i energii. Słońce wynagrodziło uczestnikom pochmurne dni i o siedemnastej, w niedzielę, ruszyły kolejno grupy taneczne. Za nimi bębniarze wybijający rytm. Prowadziła kawalkadę czwórkaszczudlarzy, wszyscyz Parady Ulicznej "Przestrzeń" z Wrocławia.

Teatr Ognia "Klangrus" zionął ogniem. W przerwach widzowie obserwowali pokazy tańca-walki capoeira. W tanecznym rytmie posuwali się uczestnicy warsztatów, młodzież i dorośli.

Wzdłuż trasy przemarszu i w oknach mijanych budynków, pomimo letniej kanikuły, wielu mieszkańców miasta. "Alterna tive festival" Dobre Miasto 2003 powoli dobiegał końca. — Mam już pomysł na festiwal w przyszłym roku — uśmiechała się Elżbieta Bilińska-Wołodźko.

Mirosław Rodziewicz

"Magiczna Karawana"

"Głos Siemiotycze" nr 29/527 20.07.2005

Przez trzy dni 11 do 13 lipca, przebywała w Mielniku grupa teatralno – cyrkowa "Klan Grus" z projektem "Magiczna Karawana".

Grupę tworzy kilkunastu przyjaciół przyjaciół Wrocławia, których łączy wspólna pasja do cyrku i występów ulicznych. Jest to jedna z nielicznych grup cyrkowych, które zajmują się profesjonalnie tego typu działalnością. W grupie są żonglerzy, szczudłarze, mimowie, akrobaci, tancerze, muzycy. Zespół bierze udział różnych projektach teatralnych. Ponadto współpracuje z artystami na całym świecie.

Swoje umiejętności doskonali biorąc udział w warsztatach i kursach w Amsterdamie, Madrycie i Barcelonie. Grupa ma w planach stworzenie we Wrocławiu szkoły cyrkowej, obecnie stara się o dofinansowanie.

I deą grupy jest stworzenie alternatywnej formy kultury zastępując beznamiętną i nieciekawą kulturę popularną, tworząc i prezentując rzeczy oryginalne i emocjonujące. Inicjatorem "Magicznej Karawany" jest Marcin "Cinek" Połoniewicz.

-Przyjeżdżamy z "karawaną" do małych wiosek, gdzie mało się dzieje i proponujemy dzieciom zajęcia i warsztaty cyrkowe. Tworzymy im alternatywę na spędzanie czasu wolnego. Wiele dzieci z różnych powodów nie ma możliwości wyjazdu na wakacje, więc wakacje przyjeżdżają do nich, chcemy stworzyć dzieciom bajkowy świat – mówi Marcin Połoniewicz.

Grupa przyjeżdża na zaproszenie ośrodków kulturalnych, działa charytatywnie, za występy nie pobiera żadnych opłat, w zamian prosi o zakwaterowanie i wyżywienie.

W tym roku "karawana" odwiedziła trzy miejscowości: Hajnówkę, Czeremche i Mielnik. W ubiegłym roku była na Mazurach. – W Czeremssze odkryliśmy naprawdę wielki talent, chłopak w przeciągu dwóch dni nauczył się bardzo trudnych trików, na koniec pokazał bardzo udany show. Byliśmy pod wrażeniem – mówi "Cinek".

Ten, co przyszedł na to Topolinę w Mielniku, miał okazję wziąć udział w zajęciach, teatralnych, akrobatycznych. Można było też nauczyć się podstawowych technik żonglerskich, ale tez spróbować chodzić po linie i na szczudłach. Więcej o grupie "Klan Grus" na stronie internetowej – www.klangrus.pl

Iwona Rawicka

Ogień można poskromić

"Gazeta Olsztyńska" 16.07.2003

Nasza akcja. Unikalni ludzie w Unikalnym tramwaju.

Zieją ogniem niczym smok wawelski. Kręcą młynki płonącymi maczugami. Jak zapewnia Marcin Połoniewicz, który razem z przyjaciółmi był wczoraj gościem naszego Unikalnego tramwaju, cyrkowe sztuczki z ogniem są bezpieczne.
— Nic złego nie powinno się przydarzyć, choć może lepiej odpukać w niemalowane — mówi Marcin, rozglądając się za kawałkiem drewna. — Kiedyś też plułem ogniem. Nabiera człowiek parafiny albo nafty kosmetycznej do ust, a potem ją wypluwa, jednocześnie podpalając ciecz od pochodni. Jednak chemia szkodzi na zęby, dlatego przeszedłem na zdrowsze triki — przyznaje Marcin.

Koledzy nazywają go "Cinek". Pochodzi z Dobrego Miasta. Jako student (dziś Marcin jest świeżo upieczonym magistrem pedagogiki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego) zwiedził spory kawał świata. Podczas zagranicznych wojaży zetknął się z żonglerami ogniem. Zafascynowany ich sztuką sam zaczął żonglować. płonącymi łańcuchami, kołami oraz pluć ogniem. — Nie jest to trudne, ale wymaga ćwiczeń — twierdzi Marcin.

Połoniewicz współpracował z najlepszymi żonglerami w kraju.
— Niektórzy żyją z żonglerki ogniem. Dają publiczne występy — wyjaśnia Marcin.
Kilka miesięcy temu założył własną grupę — "Klan Grus" (czyli Rodzina Żurawi), która ma na koncie już spore sukcesy, w tym międzynarodowe, bo wygrali Festiwal Ognia w Norwegii

— Żonglerka ogniem jest bardzo widowiskowym spektaklem — uważa.
Czy rzeczywiście tak jest? Wkrótce będzie można się samemu przekonać. Już za trzy dni, w sobotę, o godz. 22 Teatr Ognia "Klan Grus" i Przyjaciele wystąpi na Alternative Festival w Dobrym Mieście.

am.

Żurawie zatańczą nocą

"Nasza Warmia" 16-22.07.2003

Głotowo, gm.Dobre Miasto. Połykacze ognia z "Klan Grus".

Pochodzą z Sejn, Suwałk, Poznania i Dobrego Miasta. Studiowali też w różnych miastach. Połączyła ich pasja tańca z ogniem. Piątka młodych tancerzy: Kasia, Małgosia, Kuba, Piotr i Marcin pracują ze sobą od lutego tego roku, a wspólny debiut wypadł w olsztyńskim "Kominie".

Wakacje postanowili spędzić w karawanie. Ale nie w tej wędrującej po pustyni na wielbłądach, lecz bajkowej. Wspierani przez dobromiejski MGOK i rady sołeckie wędrują więc po wsiach dając dzieciom i dorosłym trochę bezpłatnej rozrywki. — Marzy mi się wędrowna trupa aktorska na wzór trup francuskich z XVII wieku — mówi Marcin Poloniewicz, popularny w Dobrym Mieście "Cinek". — Z zabawą ogniem zetknąłem się na Węgrzech, potem były samodzielne próby i praca z entuzjastami żonglerki ogniem w kraju.

Był tez sukces na festiwalu ognia w Norwegii, a obecnie doskonalimy kunszt w nowym zespole "Klangrus", czyli "Rodzinie żurawi". "Bajkowa karawana" wystartowała w Głotowie. — W programie są zabawy ruchowo-zręczno-ściowe z elementami tańca i pantomimy prowadzone od południa do obiadu — opowiada "Cinek". — Wieczorem w indiańskim tipi dzieci słuchają bajek. Z Wrocławia przyjechało trio polsko-brazylijskie, by ria skrzypcach, gitarze i bębnach uprzyjemnić czas w oczekiwaniu na rzadkie we wsi atrakcje — występ Teatru Ognia. By "Rodzina żurawi" mogła rozpocząć taniec, trzeba poczekać do zmroku. Spektakl trwa około 20 minut. Członkowie zespołu używają płonących piłek, rękawic, łańcuchów, lin, pałek. Ogień wiruje nad głowami tancerzy, napięcie rośnie wraz z tempem muzyki. Iskry wypełniają mrok w oczekiwaniu na gromkie brawa i okrzyki zachwyconych dzieciaków. Szkoda, że to już koniec.

— Mamy też w programie numer z połykaniem ognia — dodaje "Cinek". — Na naszej trasie leży Piotraszewo, Cerkiewnik, Podleśna, może jeszcze jakaś wieś. W międzyczasie będziemy się przygotowywali do prezentacji Teatru na Festiwalu Profilaktycznym "Alternative" w Dobrym Mieście. To będzie prawdziwa karawana...

Mirosław Rodziewicz

W cieniu tipi

"Nasza Warmia" 23-29.07.2003

Piotraszewo to kolejna po Głotowie oaza, do której na kilkadziesiąt godzin zawitała "Bajkowa Karawana" Teatru Ognia "Klangrus". "Karawana" to wakacyjna iniqatywa kilku młodych ludzi, którzy wolny czas postanowili spędzić wędrując po wsiach, dając dzieciom i dorosłym trochę darmowej rozrywki.

Od 15 do 17 lipca, w zabawach wokół indiańskiego tipi wyzwalali swą energię najmłodsi, a wieczorami, przy ognisku, rozbrzmiewała oryginalna muzyka. To grali przyjaciele "karawany", zespół Sara cura, czyli Uzdrowienie. Odmienność brzmienia zespół zawdzięcza Brazylijczykowi Cipo i jego instrumentom. Muzykowanie na polską i brazylijską nutę zgromadziło przy ognisku zarówno najmłodszych jak i starszych mieszkańców Piotraszewa.

Chyba najliczniejszą grupę stanowili członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej, liczącej blisko 40 członków, w tym 14 w drużynie młodzieżowej. Naczelnik OSP Kazimierz Grzesiak z dumą pokazuje kronikę drużyny. Wraz ze Stowarzyszeniem "Wieś moich marzeń" i Wiesławą Bog-danowicz stanowią m.in. o sile lokalnej aktywności. Zmartwienie naczelnika? — Mało się pali, nie ma dotacji — odpowiada uśmiechając się. By podnieść morale strażaków wystąpił Teatr Ognia "Klangrus". Wspaniały pokaz żonglerki płonącymi żagwiami przy ciemniejącym niebie i podobnie jak w Głotowie burza braw, okrzyki dzieciaków i prośby o bis... Do zobaczenia w następnej oazie.

Mirosław Rodziewicz

Cerkiewnik. Ostatnia "Oaza"

"Nasza Warmia" 30.07-05.08.2003

Po czterech tygodniach podróży "Bajkowa Karawana" Teatru Ognia "Klangrus" i Przyjaciół dotarła do swej ostatniej oazy — Cerkiewnika, koło Dobrego Miasta. Nie przypuszczaliśmy, że w kraju podróż "Karawaną" może być tak uciążliwa. Żar lał się z nieba, jak na pustyni — z uśmiechem podsumowali swoją przygodę młodzi wędrowcy. Na twarzach widać zmęczenie, widać też satysfakcji utwierdzenie w słuszności przedsięwzięcia — wakacyjnej, darmowej frajdy dla dzieci i dorosłych naszej gminy. Cinek — Marcin Połoniewicz, lider Teatru Ognia, zaprasza dzieci do tipi na ostatnią bajkę tej karawany. Dzieciaki z zapartym tchem słuchają przygód "Wysokiego Konia", starającego się zdobyć serce pięknej Indianki. Obok w sali świetlicy trwają warsztaty muzyczne dla najmłodszych. Potem wystąpi "Sara cura" i muzycy zespołu "Yerba Mate". Jak się ściemni odbędzie się ostatni pokaz "Klangrusa" i Rodziny Żurawi, Część mieszkańców oglądała ich występ na "Alternativ Festival" w Dobrym Mieście. Ale czekają pomimo, że grzmi i zaczyna padać. Wiedzą, że warto. W nagrodę burza przechodzi bokiem. Po występie ostatnie, długie brawa.

— Pokazaliśmy ludziom coś innego, a oni nas zaakceptowali. W następnym roku postaramy jeszcze lepiej się zorganizować — mówi "Cinek".
Pełen podziwu i uznania dla pomysłu "karawany" jest Józef Hnadczuk, radny Cerkiewnika w Radzie Miasta i Gminy Dobre Miasto.
- Ich bezinteresowna incjatywą, umiejętność pracy z dziećmi, zdolności artystyczne zasługują na szacunek. Staraliśmy się im pomagać. Przy okazji obudziliśmy w sobie nowe inicjatywy, i chęci do wykorzystywania tego, co już posiadamy. W tej pięknej świetlicy były kiedyś teatry – dodaje dyrektor MGOK w Dobrym Mieście Elżbieta Bilińska-Wołoćko.

Mirosław Rodziewicz

Tańczący z Ogniami

"Gazeta Olsztyńska" 08.08.2003

Wieczorem świetlica na zapleczu sklepu w Cerkiewniku rozbrzmiewała dzikimi rytmami. Młodzi ludzie uderzali pałkami w krzesła i ławki, a czwórka dzieciaków ze wsi dzielnie waliła w bębenki. Wszyscy mieszkańcy klaskali do rytmu, a twarze grających dzieciaków rozjaśniał uśmiech. Nagle wieś została przeniesiona w serce afrykańskiego buszu czy amazońskiej dżungli. Pośrodku placu stoją żerdzie po tipi, między nimi tli się małe ognisko, którego nie przygasza nawet drobny deszcz. Zapada zmrok. W oddali, nad Dobrym Miastem, niebo połyskuje od burzy.

Pióropusz płomieni

Na trawę wchodzi pięć postaci ubranych na czarno. Najpierw jedna z nich rozpala pięć lampek, które wyznaczają magiczny krąg. Niewidzialna ręka włącza muzykę, etniczną, nieco przypominającą nastrojem utwory Dead Can Dance. Nastrój melodii naprzemiennie porywa i kołysze łagodnymi wokalizami. Potem wychodzi dziewczyna. Niesie płonące pochodnie. Tańczy tak, że każdemu mężczyźnie zapiera dech w piersiach. Widownia nieruchomieje, jedyną reakcją są oklaski i okrzyki zachwytu. Dramaturgia tańca z ogniem rozwija się w coraz szybszym tempie. Przychodzi czas na płonące łańcuchy, kilka pochodni w rękach jednego tancerza, wreszcie ognisty pióropusz zamknięty razem z tancerką w trójkącie ognistych łańcuchów. Światło, strój i ruchy tancerki tworzą z niej nieziemskie widmo falujące, wirujące, niemal unoszące się w powietrzu.
Płomienie rysują w ciemnościach fantazyjne wzory, momentami zdaje się, że artystę pochłonie żywioł. Płomyk ślizga się po ramieniu czy nodze tancerza. Kiedy przychodzi czas na finał, w powietrzu wiruje fontanna ognia, dziki rytm muzyki, jęk zachwyconych widzów i koniec. Po występie grupy "Klan Grus" wybucha burza braw.

Pokaz z bajki

— Żongluję ogniem — skromnie mówi o tym, co robi Marcin Połoniewicz, pomysłodawca występu grupy, pochodzący z Dobrego Miasta, zwany w rodzinnych stronach Cinkiem. Sprowadził swoich kolegów i przyjaciół z grupy "Saracura" do czterech wsi w okolicach Dobrego Miasta. — Występowaliśmy na Ibizie i teraz postanowiliśmy pokazać ludziom co można robić — opowiada Cinek. — Zawsze marzyłem o objazdowym cyrku, który docierałby do małych miejscowości, prowadził warsztaty z dziećmi, po których zostałoby w ich głowach coś więcej niż tylko widowisko. TU staraliśmy się opowiadać dzieciom bajki w tipi, gdzie w kręgu, przy ogniu, zupełnie inaczej odbiera się pewne rzeczy. Staraliśmy się zainteresować ich zabawami rytmicznymi, dzielić się z nimi tym, co potrafimy, wnieść na wieś coś nowego, poszerzyć horyzonty wyobraźni.
Artyści za swoją pracę z dziećmi chcieli tylko dostać nocleg i jedzenie. Udało się. Jedynie we wsi Podleśna coś niepokojącego wisiało w powietrzu, ale atmosferę rozładował pokaz tańca z ogniem. Wszędzie indziej grupę wędrowną przyjmowano bardzo miło.

I ogniem na rękach

Marcin Połoniewicz zainteresował się żonglowaniem ogniem podczas wizyty na Festiwalu Rainbow nad jeziorem Balaton podczas zaćmienia słońca. Właśnie wtedy pierwszy raz widział ludzi wykonujących tę sztukę. — Z silnego wrażenia siedziałem jak oniemiały — wspomina. Pięć lat temu rozpoczął z kolegą Kubą pierwsze próby. Zanim odpalił pierwsze pochodnie, nauczył się tricków, żeby łańcuchy nie plątały się, pochodnie nie uderzały. — Najważniejsze to w porę zejść z toru lotu — twierdzi Marcin. Pierwsze treningi z ogniem odbywał zanurzony po pas w wodzie. Potem nauczył się pluć ogniem. Tak naprawdę ten pokaz to iluzja, wykorzystanie atmosfery, oświetlenia. — Mama w tym roku pierwszy raz widziała co robię i mówiła, że widziała, jak ogień tańczy mi po rękach — opowiada Cinek.

Dla ludzi z Cerkiewnika

Ważną rzeczą przy występie jest choreografia, przy dobrze opracowanej nawet proste rzeczy wyglądają fantastycznie. Muzyka pochodzi od kolegi Cinka, który prowadzi sklep płytowy "Etnoworld", sprowadzający muzykę etniczną z całego świata. Taka składanka, jaką ma grupa "Klan Grus", jest jedyna w swoim rodzaju, są jej tylko dwa egzemplarze. Teraz grupa wyjeżdża na występy pod Suwałki, potem na winobranie, a we wrześniu do szkół. Marcin i Kuba chcą zapisać się do szkoły cyrkowej, przygotować układ do muzyki "Yerba mater" ze światłami ultrafioletowymi. — Moim marzeniem jest jednak cyrk, z dwugodzinnymi warsztatami dla dzieci, by przed właściwym występem one same dały pokaz rodzicom — mówi Marcin Połoniewicz. Jego grupa występowała przy pokazach mody Arcadiu-sa, w Norwegii, miała współpracować z niemieckim cyrkiem, gra podczas imprez zamkniętych. Można być pewnym, że już niedługo o grupie "Klan Grus" usłyszymy jeszcze, a mieszkańcy Cerkiewnika będą dumni, że tacy ludzie u nich byli.

Sebastian Mierzyński

Tańczący z Ogniem

"Wegetariański Świat" nr 7/8/93/ 07-08.2004

Za górami, za lasami, w kraju gdzie mieszkańcy dziwnie, żeby nie powiedzieć śmiesznie mówią. Na szczycie pewnej góry, w czasie, gdy księżyc przez moment zwyciężył nad Słońcem, a na ziemi zapanowała ciemność, miały miejsce cuda!
W milczeniu obserwowałem walkę dwóch gigantów, nocy i dnia, ciemności ze światłem. W tym samym czasie poniżej miało miejsce inne zjawisko, które jak później się okazało zmieniło moje życie na zawsze.
W pewnej chwili w mroku, który mnie otaczał, ktoś zaczął rysować na niebie ogniste kręgi. Stałem oczarowany, nie mogąc oderwać wzroku od śmiałka igrającego, z taką łatwością i gracją, z tak potężnym żywiołem, jakim jest – ogień.
Tancerz potrafił sprawić, by płonące kręgi przenikając się nawzajem, pojawiały się na przemian, przed nim, nad nim, za nim, wszędzie! To było niesamowite, stałem jak wryty, przepełniało mnie uczucie, uczucie, którego nie potrafię opisać! Wtedy też dobiegła do końca walka gigantów, gdy tylko Słońce uporało się z Księżycem, wszystko powróciło do swojego odwiecznego ładu. Stałem na szczycie góry i już wiedziałem, co chce robić, kim zostać.

Od tamtego czasu minęło już kilka lat, ponad pięć, no prawie już sześć, bardziej sześć, niż pięć :). A we mnie nadal „płonie”, to uczucie, które poczułem po raz pierwszy na tamtej górze.

To niesamowite, że po tylu latach taniec z ogniem potrafi nadal wzbudzać we mnie tak intensywne emocje jak przed laty, potrafi wciąż mnie zaskakiwać, odkrywając przede mną swoje tajemnice.
Ogień stał się moim nie odłącznym towarzyszem w podróżach, źródłem utrzymania, sposobem na przeżycie i życie, a co najważniejsze świadkiem! To dzięki niemu poznałem kobietę, która w mym sercu „rozpaliła ogień”. Ujrzałem ją po raz pierwszy tańczącą pod gwiaździstym niebem, w uwodzicielskim pląsie igrającą z Ogniem.

Na swej drodze spotykałem wielu ludzi, na których ogień zrobił ogromne wrażenie. Spotykałem także takich ludzi, którym ogień tak podobnie jak Mi odmienił życie. Wymienialiśmy się doświadczeniem, trikami, marzeniami. I tak to właśnie narodził się TEATR OGNIA – „KLAN GRUS”.

Tworzymy rodzinę – klan, żurawi – grus: Klan Grus.
W naszych spektaklach nie opowiadamy żadnej rzewnej historyjki, o miłości, ani też o nienawiści. Przy pomocy naszych zdolności czarujemy, zaklinamy, zamieniamy rzeczywistość w bajkę, świat rzeczywisty w iluzje, naszym celem jest nie morał, lecz wydobycie z widza czysta esencji emocji.

Popisy solowe - pokaz kunsztu i gracji, podkreślenie technik i charakterów sprzętu, jakim się posługujemy.

Układy choreograficzne – wzmocnienie efektu i obudzenie bestii, jaka drzemie w żywiole, jakim jest ogień.

Nie wiem jak długo będzie „płonąć” we mnie to uczucie, jakie po raz pierwszy poczułem w sobie sześć lat temu na szczycie góry. Nie wiem, kim bym był teraz gdyby nie zawarty wtedy pakt z Ogniem. Czy mieszkałbym teraz w cudownym pałacu, z piękną księżniczką u boku, a mój skarbiec pełen był by kosztowności? Tego nie wiem. Lecz wiem, że dziś czuję się spełniony, moja praca z ogniem daje mi dużo satysfakcji i radości! A mieszkam i tak w pięknym domu, z piękną księżniczką u swego boku. I tylko ten skarbiec...

Czy ty to samo potrafisz powiedzieć o sobie?

Cinek z Dobrego Miasta